Słoneczny poranek rozpoczął się,... meczem Argentyny z Arabią Saudyjska na Mundialu w Katarze. Wszystkich wymiotło przed telewizory z deptaku. Na ulicy wałęsaly się bezpańskie psy, ale one meczów nie oglądają albo nie mają dostępu do TV.
My zaś mieliśmy podgląd meczu w hotelu. Mecz był transmitowany przez TVP (television patagonica). I szok! Argentyna przegrała! Miejscowi smutni, kręcili głowami z niedowierzaniem. Żałoba narodowa!
Nim jednak futbol zdominował poranek jeszcze przed 6:00 obserwowalismy wschód słońca nad Oceanem. Jednocześnie był odpływ. Po 2 godzinach obserwowana wcześniej wysepka zniknęła. Rozpoczął się przypływ.
Po skromnym śniadaniu dofinansowaliśmy się w pobliskiej aptece, o wiele korzystniej niż poprzednio w sklepie zielarskim (inflacja galopuje). Jeszcze zakupy spożywcze na drogę i jazda. Nota bene też w supermarkecie zainstalowane były telewizory, na których była transmisja kolejnego meczu Mundialu.
My ubolewalismy, bo dzisiejszy mecz Polaków z Meksykiem obejdzie nas ze względu na brak zasięgu internetu na trasie.
Odwiedziliśmy jeszcze nadmorskie San Antonio de Este. Przy wyjeździe do miasteczka zatrzymała nas "policja turystyczna" by zareklamowac uroki miasteczka! To już kolejny rodzaj policji, którą spotkaliśmy na drodze (ta prawdziwa, cywilna, sanitarna, a teraz turystyczna).
Udaliśmy się na Playa de Conchillas (plaża muszelkowa). Plaża jest cała biała od muszli.
Pobrodziliśmy nieco po oceanicznej wodzie.
Jadąc dalej, zauważyliśmy z niedowierzaniem pociąg - tren patagonico - kursuje z Viedma na wybrzeżu do Bariloche (820 km).
Opuściliśmy RN 3 i wjechalismy na drogę 251, którą jechaliśmy przez pustkowia.
W General Conesa przekroczylismy Rio Negro i opuściliśmy Patagonie (jeszcze do niej wrócimy)
zmierzając do Rio Colorado granicy Prowincji Rio Negro. Przecięliśmy saline. Temp. 32C.
W Rio Colorado postój na lekki posiłek. Miasteczko niewielkie, na drogach kurz wzbijany prze kolejne przejeżdżające auta.
Jest zasięg internetu - można prz chwilę śledzić przebieg mundialowego meczu Polska-Meksyk. Rety! Lewandowski nie strzelił karnego! Przekroczyliśmy rzekę Rio Colorado i znaleźliśmy się ponownie w Prowincji La Pampa.
Podróż dalej przez pustkowia.
Z czasem krajobraz się zmienił. Zrobiło się bardziej zielono. Pojawiły się pastwiska i drzewa El calden.
Dotarliśmy do Santa Rosa, z której 10 dni temu wyruszaliśmy w kierunku Patagonii. A więc pętla zamknęła się. Przejechalismy w tym czasie ok. 4700 km, a dzisiaj 602 km.
To jednak nie koniec. Jutro powoli zmierzamy do drugiego etapu pobytu w Argentynie. Czyli, jak to dzisiaj się zwykło nazywać: będzie sezon drugi z trzech zaplanowanych.
































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz