środa, 30 listopada 2022

Mate, parilla i partido

Dzisiejszy dzień był zaplanowany jako totalnie luźny z dotychczasowych. Dziś jest 19 dzień naszej podróży i pierwszy bez podróżowania gdziekolwiek. Ba, nawet nie ruszyliśmy się poza dom naszych przyjaciół. Nie znaczy to jednak, że zabrakło wrażeń. 

Spaliśmy długo po trudach wczorajszej podróży. Obudziło nas jednak gorąco. Po sympatycznym śniadaniu z przyjaciółmi, które przeciągnęło się do południa, był czas na instruktaż przyrządzania i picia mate. 








Następnie przyglądaliśmy się przyrządzaniu parilla (tradycyjnemu pieczeniu mięsa na grillu). Wcześniej pan domu rankiem (gdy jeszcze spaliśmy) udał się do carniserii (sklepu z mięsem), by zakupić świeże mięso w tym celu. Do parilla nie używa się mrożonego mięsa. Zresztą wołowiny na polach jest tu pod dostatkiem, o czym mogliśmy przekonać się podczas naszych podróży po Argentynie. Zakupione mięso, w ilości 2,5 kg na 4 osoby, pan domu następnie podzielił na kawałki wyodrębniając części zwane banderita, vacio i bife de chorizo (nazywane też asado de costilla, tj. nasze zeberka).



Mięso następnie pozostawił pod przykryciem na ok. 1 h do skruszenia w temp. pokojowej, tj. 30C! Na zewnątrz było 36C.


W międzyczasie zajął się rozpalaniem węgla drzewnego pod grillem. Była to bardzo skomplikowana operacja, na bieżąco kontrolowana, a momentem poczatkowym pieczenia był biały kolor zarzacego się węgla. Samo grillowanie też trwało ok 1 h.





A potem była uczta, poprzedzona entre w postaci grillowanego sera z przyprawami, a do głównego dania podano sałatki warzywne. Oczywiście do posiłku obowiazkowo było wineo, w tym przypadku Malbec z Mendozy.





Niebo w gębie!

Na deser, czyli tutejsze postre podano tradycyjny w Argentynie flan (rodzaj budyniu w formie galaretki).

Trzecią częścią dzisiejszego dnia bylo partido, czyli po polsku mecz. I nie był to byle jaki mecz, bowiem był to mecz piłkarski w ramach Mundialu w Katarze pomiędzy Polską a Argentyna. Mecz, na który od dawna oczekiwali zarówno Polacy jak i Argentyńczycy. O meczu dyskutowano tu już od kilku dni, no bo jak wyjdzie konfrontacja Messiego z Lewandowskim, najlepszych piłkarzy na świecie. Tuż przed oficjalnym meczem, na sąsiedniej posesji dzieci grały w piłkę i słychać było okrzyki: gol, Messi, Lewandowski. Mocz oglądaliśmy w tutejszej TV. O tym, jakie znaczenie miał ten mecz dla Argentyńczyków świadczy fakt, że nasi znajomi powiedzieli w zartach, że jeśli wygra Polska, to wyrzuca nas z domu. Obrazy TV były skupione na argentynskich piłkarzach i Messim oczywiście. Z rzadka pokazywano Lewandowskiego. Ze wzruszeniem wysłuchaliśmy Mazurka Dąbrowskiego na argentynskiej ziemi. Potem zaczął się mecz żywiołowo komentowany przez argentynskiego komentatora. Niestety mecz przegraliśmy 0:2, choć Szczęsny nie dał sobie strzelić karnego przez Messiego, a konfrontacja Messi - Lewandowski wyszła na zero. Gospodarze pocieszyli mnie serwując chłodne piwo. Wkrótce okazało się, że pomimo porażki, dzięki korzystnemu układowi tabeli w grupie, w której grała Polska, do dalszych gier awansowała Argentyna, ale też i Polska. Radość Argentyńczyków po zwycięstwie było słychać na ulicach, poprzez trąbienie klaksonami.









Dzień zakończył się ogólnym zadowoleniem: Argentyńczycy cieszyli się ze zwycięstwa, Polacy że zwycieskiej porażki, a my poza tym, że nie wyrzucono nas z domu. 

 

wtorek, 29 listopada 2022

Podróż do Santa Fe

To już 18 dzień naszego pobytu w Argentynie i nieco smutny, bo to czas powiedzieć: Adios Patagonia! Patagonia dostarczyła nam wielu wrażeń: przede wszystkim przepiękne, zróżnicowane widoki, ciekawa i w wielu przypadkach odmienna niż u nas flora i fauna, mili ludzie, dobre jedzenie. Trudno coś wyróżniać ze wszystkich dni jakie tu spędziliśmy, ale chyba najwięcej wrażeń było w ostatnich dniach naszego pobytu tutaj. Po śniadaniu busik odwiózł nas na lotnisko, tak jak i kilku pasażerów z innych hoteli. Nasze bagaże zdeponowano w niewielkiej przyczepce. W ogóle trzeba stwierdzić, że obsługa ruchu turystycznego jest tu na najwyższym poziomie i perfekcyjnie zorganizowana. Kontakt z klientem odbywa się przez What's up (informacja o której odbędzie się pick-up z hotelu) i wszystko jest o czasie. Zabierając innych pasażerów mijaliśmy okazję pojeździć jeszcze po uliczkach El Calafate. Pomimo to byliśmy na lotnisku przed czasem. Odprawa pasażerów przy puerta (gate) była sprawna dzięki podziałowi na zony co do kolejności wejścia na pokład. My mieliśmy na karcie pokładowej zona 4, więc wchodziliśmy na końcu. 


Wystartowaliśmy z niewielkim opóźnieniem, bo był problem z jakimś bagażem pasażera. Samolot wzbił się w powietrze nad Lago Argentino, więc można było sobie z góry popatrzeć na znane nam już miejsca: wijąca się Rio Santa Cruz, Rio Leona. Nie zabrakło też naszej RN 40 pod nami (zakończyliśmy na niej podróż na 280 km przed jej końcem w Rio Gallegos, zaczynając od ok. 2400 km). 











RN 40 

Widoki z samolotu były podobne jak poprzednio, nieco więcej było chmurek rzucających cienie na ziemi. Szybko przeprawiliśmy się do Atlantyku, by wzdłuż jego wybrzeża kontynuować lot do Buenos Aires. 



Podczas lądowania na lotnisko Jorge Newbery obserwowalismy zabudowę przedmieść i centrum Buenos Aires oraz słynny stadion River Plate.






Po wyjściu z samolotu buchnęło na nas gorące powietrze. Ponieważ umówiony driver mial oczekiwać na nas o 16:15 przy wyjściu z lotniska, był jeszcze czas (pół godziny) przekąsić coś w knajpce na lotnisku. 

O wyznaczonej godzinie drivera nie było. Ale od czego jest What's up. Dostałem info, że driver zaraz będzie, a następnie poproszono o foto z naszą lokalizacją. W końcu nadjechał biały Fiat Kronos. Zapakowalismy się ruszyliśmy do celu naszej podróży - Santa Fe. Nawigacja wyświetliła dystans do Santa Fe 467 km i 5 h. Przez ok 40 min. przedzieraliśmy się przez korki Buenos Aires (była godzina popołudniowego szczytu), pomimo że droga miała 5, a momentami 8 pasów w jedną stronę.

W końcu wydostaliśmy się na płatną Autopista nr 9, która podążaliśmy do Rosario. Tu miły driver poinformował nas, że to rodzinne miasto Messiego (o czym już wcześniej wiedzieliśmy). Pokazał nam też jednak wielkie Casino, w którym Messi miał wesele. Warto zaznaczyć, że polska drużyna piłkarska ma się zmierzyć jutro z Argentyną z Messim na czele na Mundialu w Katarze Za Rosario wjechalismy na drogę nr 11, która doprowadziła nas do Santa Fe. Przybyliśmy tu o 22:00 klucząc jeszcze uliczkami miasta. Było duszno i gorącao, mimo późnej pory. Nasi przyjaciele, którzy nas oczekiwali, przyjęli nas serdecznie i równie gorąco (choć od razu zaoferowali nam klimatyzację ).


Polskie akcenty w domu naszych przyjaciół 

Driver wrócił do Buenos Aires. 


Don't cry for me Argentina

Nadszedł czas powrotu. Przed nami był dziś ostatni odcinek drogi do pokonania. Jako, że przyzwyczailiśmy się tu do pokonywania samochodem dł...