Dziś w planie by dzień luźny, bardziej rekreacyjny. Pozostając 2 dni w El Bolsón wybraliśmy się do Parku Narodowego Lago Puelo, nad jezioro o takiej właśnie nazwie, położonego od El Bolsón zaledwie o 15 km. Tuż za miastem przekroczyliśmy granice i wjechalismy do Prowincji Chubut.
Oczywiście graniczny posterunek policji.
Po drodze obserwowalismy uprawy chmielu. Były też informacje piwiarniach i rekodzilniczej produkcji piwa.
Zmienił się nieco wystrój poboczy: do żółtego zarnowca dołączył się różnokolorowy (od niebieskiego po różowy) lubin.
Wjechalismy w obręb parku narodowego i na łąkach pojawiło się biało-żółte kwiecie (głównie rumiany).
Przydrożny wskaźnik wskażą średnie zagrożenie pożarowe, to o tyle istotne, że w tej okolicy rok temu szalały wielkie pożary.
Dojechaliśmy nad jezioro. Po zaparkowaniu samochodu poszliśmy do niewielkiej przystani, skąd można popłynąć statkiem po jeziorze do granicy z Chile oddalonej zaledwie o 9 km. Rozważaliśmy te opcję, ale ponieważ rejs miał być dopiero za 3 godziny, do tego nie wiadomo, czy będą wolne miejsca, wątpliwa byla pogoda (przewidywany deszcz) i brak zadaszenia na statku - odpuściliśmy.
Wybraliśmy spacer jedna ze ścieżek. Najpierw szliśmy po plaży wzdłuż jeziora, które było wzburzone w wyniku wiatru. Obserwowalismy okoliczne szczyty, częściowo zanurzone w chmurach. Natomiast znane nam drzewa Arrayan po części zanurzone były w wodach jeziora.
Przy brzegu ponownie mogliśmy zobaczyć dziobiaste ptaki Bandurria patagonia.
Pomimo niezbyt dobrej pogody na plaży były osoby piknikujace. Kupiliśmy od miłej dziewczyny, ciepłe bułeczki z ziołami.
Poszlismy dalej wybierając ścieżkę Sendero Pitrato Grande, która prowadziła przez las, częściowo podmokły, w którym m. in. rosły Arrayan lub po mapuczansku: Quetri.
Po przejściu lasu rozpoczęliśmy ok. półgodzinną wspinaczkę na Mirador del Lago. Trochę zaczęło padać, ale pomimo pochmurnej pogody widoki i tak były niesamowite: Lago Peulo, okoliczne ośnieżone szczyty pogranicza argentynsko-chilijskiego.
Pierwszy andyjski trekking mieliśmy za sobą. Potem udaliśmy się do bodegi w miejscowości Hojo. Zobaczyliśmy plantacje winorośli, zapoznaliśmy się z produkcją wina i oczywiście z degustowaliśmy 3 rodzaje.
Rozkoszowlismy się widokiem spod Bodegi na okoliczne góry. Zauważyliśmy, jak wielkie połacie lasu wymarlo w wyniku pożaru.
Powróciliśmy do El Bolson. Reszta dnia przeznaczona była na relaks.





















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz