piątek, 18 listopada 2022

Lago Puelo

Dziś w planie by dzień luźny, bardziej rekreacyjny. Pozostając 2 dni w El Bolsón wybraliśmy się do Parku Narodowego Lago Puelo, nad jezioro o takiej właśnie nazwie, położonego od El Bolsón zaledwie o 15 km. Tuż za miastem przekroczyliśmy granice i wjechalismy do Prowincji Chubut. 


Flaga Prowincji Chubut


Godlo Prowincji Chubut

Oczywiście graniczny posterunek policji.

Po drodze obserwowalismy uprawy chmielu. Były też informacje piwiarniach i rekodzilniczej produkcji piwa.

Zmienił się nieco wystrój poboczy: do żółtego zarnowca dołączył się różnokolorowy (od niebieskiego po różowy) lubin. 


Wjechalismy w obręb parku narodowego i na łąkach pojawiło się biało-żółte kwiecie (głównie rumiany). 




Przydrożny wskaźnik wskażą średnie zagrożenie pożarowe, to o tyle istotne, że w tej okolicy rok temu szalały wielkie pożary. 

Dojechaliśmy nad jezioro. Po zaparkowaniu samochodu poszliśmy do niewielkiej przystani, skąd można popłynąć statkiem po jeziorze do granicy z Chile oddalonej zaledwie o 9 km. Rozważaliśmy te opcję, ale ponieważ rejs miał być dopiero za 3 godziny, do tego nie wiadomo, czy będą wolne miejsca, wątpliwa byla pogoda (przewidywany deszcz) i brak zadaszenia na statku - odpuściliśmy.



Wybraliśmy spacer jedna ze ścieżek. Najpierw szliśmy  po plaży wzdłuż jeziora, które było wzburzone w wyniku wiatru. Obserwowalismy okoliczne szczyty, częściowo zanurzone w chmurach. Natomiast znane nam drzewa Arrayan po części zanurzone były w wodach jeziora.



Przy brzegu ponownie mogliśmy zobaczyć dziobiaste ptaki Bandurria patagonia.


Pomimo niezbyt dobrej pogody na plaży były osoby piknikujace. Kupiliśmy od miłej dziewczyny, ciepłe bułeczki z ziołami. 


Poszlismy dalej wybierając ścieżkę Sendero Pitrato Grande, która prowadziła przez las, częściowo podmokły, w którym m. in. rosły Arrayan lub po mapuczansku: Quetri. 













Wiatr nadawał drzewom dźwięki skrzypienia. Obserwowalismy kwitnące lubiny, rumiany, jaskry i inne nieznane nam kwiaty. Była też orchidea. 

Po przejściu lasu rozpoczęliśmy ok. półgodzinną wspinaczkę na Mirador del Lago. Trochę zaczęło padać, ale pomimo pochmurnej pogody widoki i tak były niesamowite: Lago Peulo, okoliczne ośnieżone szczyty pogranicza argentynsko-chilijskiego. 






Pierwszy andyjski trekking mieliśmy za sobą. Potem udaliśmy się do bodegi w miejscowości Hojo. Zobaczyliśmy plantacje winorośli, zapoznaliśmy się z produkcją wina i oczywiście z degustowaliśmy 3 rodzaje.









Rozkoszowlismy się widokiem spod Bodegi na okoliczne góry. Zauważyliśmy, jak wielkie połacie lasu wymarlo w wyniku pożaru. 



Powróciliśmy do El Bolson. Reszta dnia przeznaczona była na relaks. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Don't cry for me Argentina

Nadszedł czas powrotu. Przed nami był dziś ostatni odcinek drogi do pokonania. Jako, że przyzwyczailiśmy się tu do pokonywania samochodem dł...