wtorek, 29 listopada 2022

Podróż do Santa Fe

To już 18 dzień naszego pobytu w Argentynie i nieco smutny, bo to czas powiedzieć: Adios Patagonia! Patagonia dostarczyła nam wielu wrażeń: przede wszystkim przepiękne, zróżnicowane widoki, ciekawa i w wielu przypadkach odmienna niż u nas flora i fauna, mili ludzie, dobre jedzenie. Trudno coś wyróżniać ze wszystkich dni jakie tu spędziliśmy, ale chyba najwięcej wrażeń było w ostatnich dniach naszego pobytu tutaj. Po śniadaniu busik odwiózł nas na lotnisko, tak jak i kilku pasażerów z innych hoteli. Nasze bagaże zdeponowano w niewielkiej przyczepce. W ogóle trzeba stwierdzić, że obsługa ruchu turystycznego jest tu na najwyższym poziomie i perfekcyjnie zorganizowana. Kontakt z klientem odbywa się przez What's up (informacja o której odbędzie się pick-up z hotelu) i wszystko jest o czasie. Zabierając innych pasażerów mijaliśmy okazję pojeździć jeszcze po uliczkach El Calafate. Pomimo to byliśmy na lotnisku przed czasem. Odprawa pasażerów przy puerta (gate) była sprawna dzięki podziałowi na zony co do kolejności wejścia na pokład. My mieliśmy na karcie pokładowej zona 4, więc wchodziliśmy na końcu. 


Wystartowaliśmy z niewielkim opóźnieniem, bo był problem z jakimś bagażem pasażera. Samolot wzbił się w powietrze nad Lago Argentino, więc można było sobie z góry popatrzeć na znane nam już miejsca: wijąca się Rio Santa Cruz, Rio Leona. Nie zabrakło też naszej RN 40 pod nami (zakończyliśmy na niej podróż na 280 km przed jej końcem w Rio Gallegos, zaczynając od ok. 2400 km). 











RN 40 

Widoki z samolotu były podobne jak poprzednio, nieco więcej było chmurek rzucających cienie na ziemi. Szybko przeprawiliśmy się do Atlantyku, by wzdłuż jego wybrzeża kontynuować lot do Buenos Aires. 



Podczas lądowania na lotnisko Jorge Newbery obserwowalismy zabudowę przedmieść i centrum Buenos Aires oraz słynny stadion River Plate.






Po wyjściu z samolotu buchnęło na nas gorące powietrze. Ponieważ umówiony driver mial oczekiwać na nas o 16:15 przy wyjściu z lotniska, był jeszcze czas (pół godziny) przekąsić coś w knajpce na lotnisku. 

O wyznaczonej godzinie drivera nie było. Ale od czego jest What's up. Dostałem info, że driver zaraz będzie, a następnie poproszono o foto z naszą lokalizacją. W końcu nadjechał biały Fiat Kronos. Zapakowalismy się ruszyliśmy do celu naszej podróży - Santa Fe. Nawigacja wyświetliła dystans do Santa Fe 467 km i 5 h. Przez ok 40 min. przedzieraliśmy się przez korki Buenos Aires (była godzina popołudniowego szczytu), pomimo że droga miała 5, a momentami 8 pasów w jedną stronę.

W końcu wydostaliśmy się na płatną Autopista nr 9, która podążaliśmy do Rosario. Tu miły driver poinformował nas, że to rodzinne miasto Messiego (o czym już wcześniej wiedzieliśmy). Pokazał nam też jednak wielkie Casino, w którym Messi miał wesele. Warto zaznaczyć, że polska drużyna piłkarska ma się zmierzyć jutro z Argentyną z Messim na czele na Mundialu w Katarze Za Rosario wjechalismy na drogę nr 11, która doprowadziła nas do Santa Fe. Przybyliśmy tu o 22:00 klucząc jeszcze uliczkami miasta. Było duszno i gorącao, mimo późnej pory. Nasi przyjaciele, którzy nas oczekiwali, przyjęli nas serdecznie i równie gorąco (choć od razu zaoferowali nam klimatyzację ).


Polskie akcenty w domu naszych przyjaciół 

Driver wrócił do Buenos Aires. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Don't cry for me Argentina

Nadszedł czas powrotu. Przed nami był dziś ostatni odcinek drogi do pokonania. Jako, że przyzwyczailiśmy się tu do pokonywania samochodem dł...