Poranek Santa Rosa przywitał nas deszczowo i tylko 15C. Już w nocy padało i trochę pogrzmiało. Niestety wewnętrzny budzik zadzwonił o 2:30 (w Polsce 5:30). Ciekawe ile czasu zajmie przestawienie na tutejszy czas. Dzisiejszy cel to oddalony od Santa Rosa o ponad 500 km Neuquen, miasto - stolica prowincji o tej samej nazwie. Po typowym argentynskim śniadanku, z obowiązkowym croissantem,
wyruszyliśmy w drogę. Na wstępie w deszczowym Santa Rosa (miasto powstało pod koniec XIX wieku) nawiedziliśmy miejscowy kościół (bo to dziś niedziela) - Sanktuarium Nuestra Senora de Fatima - ciepły wystrój, przepiękne witraże, ołtarzyk Jezusa Milosiernego. Wewnątrz kilka modlących się kobiet.
Potem krótki przejazd przez 130-tysięczne miasto i dalej w drogę RN 35 na południe.
Pojawił się nieco pagórkowaty teren.
Skręcilismy na drogę 152, tu oczywiście posterunek policji.
Przestało padać
W przeciwieństwie do obrazu La Pampa z wczorajszego dnia, tu jest totalne bezludzie, bez pół uprawnych, tylko tu i ówdzie pastwiska, znikomy ruch na drodze, zwykle ciężarówki. Przy drodze porasta krzaczasta roślinność, czasem drzewa piniowe. Miejscami droga jest dziurawa jak ser szwajcarski.
W General Acha tankowanie, bo następna stacja zgodnie z informacją za 160 km.
Po drodze naszą uwagę zwracają pięknie na żółto kwitnące krzewy, zwane tutaj Aromitos.
Pojawiły się odcinki drogi "proste jak drut" . To niesamowite, ale na długości ok. 100 km nie było ani jednego zakrętu! No, z wyjątkiem ominięcia 1 jeziorka. Ustawiono tu dodatkową informację i znaki na jezdni, że będzie zakręt!
Pojawiły się znaki drogowe: uwaga na guanako.
Przed nami pojawiły się po raz pierwszy góry, jak wyspa na morzu.
To Parque Nacional de Lihue Calel, w którym zatrzymalismy się. Park obejmuje niewielkie pasmo górskie, geologicznie starych gór, które wyrastają wśród rozległej równiny La Pampy.
Tu niemieszaano dodać czyje są Malwiny.
Szutrową drogą udaliśmy się wgłąb Parku.
Budynek zarządu Parku, zwanya Casa de piedras, bo zbudowany z kamienia, zawiera małe muzeum ukazujące w skrócie geologię, faunę i florę Parku. Tu m. in. dowiedzieliśmy się, spotykane przydrożne drzewa o mimozowatych liściach, nazywane tu el calden jest dla Pampanczykow, tym czym dla na jest Orzeł Biały, stanowi ważny symbol, który występuje w godle Prowincji. W pobliżu jest pole campingowe z całym zapleczem.
My wybraliśmy się na krótką przechadzkę jedną ze ścieżek Parku. Ścieżki są dobrze oznakowane, o różnej skali trudności i długości (najdłuższa jest sześciogodzinna). Wybraliśmy ścieżkę podstawową, 20-minutową, do podnóża jednej z gór. Na naszej sendero podziwialiśmy piękne kwiaty, skały, ptaki, szynszylowate zwierzątka które szybko uciekały przed nami, tak że trudno było je złapać fotograficznie. To wiskaczany, żyjące tylko w Ameryce Południowej. Zwierzęta te żyją w kopanych przez siebie jamach. Jak opisano w informacji zwierzęta te "tworzą architekturę podziemną La Pampy".
W foto natomiast udało się ująć ptaki, dźwięcznych miejscowych nazwach.
Gallito copeton.
Carancho.
Calandria.
Udaliśmy się w w dalszą drogę po równinie la Pampy. Po drodze mijaliśmy stado kóz, pilnowane przez psa, który partiami przeprowadzał stado przez drogę.
Jadąc dalej przez bezkresne pustkowia
Po ok. 300 km jazdy zobaczyliśmy pierwszą miejscowość: General Roca leżącą nad rzeką Rio Grande. Poczuliśmy powrót do cywilizacji.
Dolina Rio Grande jest całkiem odmienna od pozostawionego za sobą krajobrazu: zielona, z sądami (głównie jabłonie) i winnicami.
Tu też ruch na drodze wybitnie wzmozyl się, na skrzyżowaniach i przy licznych robotach drogowych (choć wyglądało, że od lat nikt tam nic nie robił), tworzyły się nawet korki.
Powoli dobrnęliśmy do Neuquen, stolicy Prowincji o tej same nazwie, położonej nad dwoma rzekami: Neuquen i Lamay, które tworzą Rio Negro. Tuż przed miastem przejeżdża się przez Rio Negro i tym samym wjeżdża się do Prowincji Rio Negro, a tym samym do Patagonii , której północną granicę stanowi owa rzeka.
Nazwa Neuquen pochodzi od Mapuczow, co oznacza: woda, która daje siłę. Co ciekawe, nazwa ta jest palindromem, można ją czytać wspak.
Neuquen, to 270-tysięczne miasto, z przemysłem spożywczym i maszynowym, z krajowym lotniskiem, powstałe w XIX wieku, po ostatecznym podboju tutejszych rdzennych mieszkańców.
Po zainstalowaniu się w hotelu ruszyliśmy w miasto, które jest nowoczesne, z wysokimi blokami, choć ulice krzyżują się regularnie, tworząc kwadraty, to zabudowa jest chaotyczna.
W centrum miasta, na jednej z szerokich ulic odbywał się jarmark, gdzie można było pooglądać trochę tutejszej egzotyki z występami grajków i akrobatow
Ponieważ była niedziela, my skupiliśmy się na położonej obok jarmarku katedrze. Katedra pw. MB nieustającej pomocy, miała surowy, ceglany wystrój, ale to stanowiło o jej pięknie. Tu mieliśmy okazję uczestniczyć we Mszy świętej, która miała przepiękną oprawę muzyczną młodzieżowego zespołu. Ludzi w kościele było dużo. Na znak przekazania pokoju, tradycyjnie dla tych terenów, wszyscy się witali i obejmowali, co trwało dobre 5 minut. Komunii oprócz kapłana udzielali szafarze, w tym kobieta.
Po mszy udaliśmy się do pobliskiej restauracji na późną kolację, której podstawą był kawał wołowiny.
Utrudzeni, ale i przejedzeni wróciliśmy o północy (u nas nadal o 4-tej) do hotelu.
Jutro wkraczamy w Andy!













































































.svg.png)




































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz