czwartek, 1 grudnia 2022

Shopping w Santa Fe

Dziś postanowiliśmy pochodzić po sklepach, jako że znaleźliśmy się w ponad 500 - tysięcznym mieście, jakim jest Santa Fe, stolicą prowincji o tej samej nazwie, położonym nad rzeką Parana. 



Flaga Prowincji Santa Fe

Herb Prowincji Santa Fe 

Ranek był nieco chłodniejszy dzięki rześkiemu wiaterkowi. Po tradycyjnym śniadanku z rogalikiem i kawą oraz obowiązkowym dulche de leche, 


po krótkim spacerze po "kwadratach" ulic w najbliższym otoczeniu, 







udaliśmy się do centrum miasta pobuszować po sklepach. Większość sklepów rozlokowana jest wzdłuż ulicy handlowej - deptaka, która ciągnie się kilka kilometrów i wysadzona jest palmami. 


Weszliśmy na ulicę obok teatru.


Po drodze też mijaliśmy okazały Kościół pw. Bożego Ciała (był zamknięty). 

Podziwialismy mniejsze i większe witryny sklepowe. W wielu z nich występował element mundialowy. Na każdym kroku zresztą hasla: Vamos Argentina! 

Przy okazji, dzisiaj w miejscowej TV nadal żywo komentowano wczorajsze zwyciestwo Argentyny nad Polską, zastanawiano się, co Lewandowski szeptał do ucha Mesdiemu (obraz powtarzany był po wielokroć), a na pasku w dole ekranu napisano: Debilitad de Polonia!

Na ulicy sprzedawano soczyste czereśnie (bo to teraz sezon na nie) 

oraz kwiaty. 

W jednym ze sklepów spożywczych można było posilić się empanadas do wyboru. 

Idąc ulicą handlową nie umknęły nam postawione tam rzeźby.


Nieco utrudzeni wchodzeniem do sklepów (tym bardziej, że temperatura wzrosła i oscylowała ok. 30C), zatrzymalismy się w klimatyzowanej kawiarni Havanna, specjalizujacej się wytwarzaniem alfajores - tradycyjnych słodkich ciasteczek o różnych smakach. Zdegustowaliśmy - pyszne. 


Trochę przesadziliśmy, bo byliśmy przed lunchem. Opuściliśmy ulicę handlową i udaliśmy się do portu na rzece Parana. Port ma już lata świetności za sobą. Obiekty portowe zamieniono w ciąg handlowy, restauracje, casino i hotel. 



 






Ten ostatni usytuowano w byłych silosach zbożowych.

Weszliśmy do przyhotelowej restauracji o nazwie Casino,

gdzie przpuscilismy pieniądze na pyszny lunch (ryba i wołowina do wyboru).


Zastanawialiśmy się nad miną człowieka na olbrzymim plakacie reklamującym casino. Cieszył się że szczęścia, czy przeżywał przegraną ? 

Nasyceni, pospacerowaliśmy jeszcze po ciągu handlowym, w którym elementy mundialowe mieszały się z bożonarodzeniowymi.

Teraz wiemy dlaczego Argentyna pokonała Polskę - jest silniejsza. 





Dzieci miały frajdę podróżując wirtualnie bujanym samochodem. 

Nawiedziliśmy jeszcze supermarket, w którym nabyliśmy m.in. mate i flan oraz zachwycaliśmy się różnorodnym wyborem win, które zgodnie z ceną były rozlokowane od dolnej do najwyższej półki.




Powróciliśmy do domu. Dzień zakończyliśmy na czymś co nazywa się pinchar (dziobać), a jest po prostu przekąską. W ramach przekąski dziobalismy cipa (tradycyjne ciasteczka z manioku i sera) zapijając chłodnym miejscowym piwem. 
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Don't cry for me Argentina

Nadszedł czas powrotu. Przed nami był dziś ostatni odcinek drogi do pokonania. Jako, że przyzwyczailiśmy się tu do pokonywania samochodem dł...